Skąd mam wiedzieć, że to już dobry moment, żeby porozmawiać z psychologiem?
Wyobraź sobie, że jedziesz samochodem. Na desce rozdzielczej zapala się kontrolka rezerwy. Nie oznacza jeszcze, że za chwilę staniesz na poboczu. Nie oznacza awarii. Nie oznacza katastrofy. To tylko informacja – „Warto pomyśleć o tankowaniu.” Z naszym życiem bywa podobnie. Nie musimy czekać na moment, w którym wszystko się rozsypie, żeby zauważyć, że czegoś zaczyna nam brakować. Czasami wystarczy zauważyć pierwsze sygnały. Właśnie wtedy może pojawić się pytanie: „Skąd mam wiedzieć, że to już?”
Wiele osób długo czeka z pójściem do psychologa. Nie dlatego, że nie zauważają swoich trudności. Częściej dlatego, że wciąż mają nadzieję, że jeszcze trochę wytrzymają, że „samo przejdzie”. Zdarza się, że ktoś mówi: „Myślałam o tym już rok temu”, albo:„Od dawna wiedziałem, że coś jest nie tak, ale ciągle wydawało mi się, że jeszcze dam radę.” Jeśli zdarzało Ci się tak myśleć, nie świadczy to o słabości. Być może po prostu przez bardzo długi czas próbowałeś lub próbowałaś radzić sobie tymi sposobami, które do tej pory znałeś.
Zdarzają się też inne powody:
- „inni mają gorzej”;
- przekonanie, że trzeba poradzić sobie samemu;
- wstyd lub lęk przed oceną;
- trudność w nazwaniu tego, co właściwie się dzieje;
- przyzwyczajenie do życia w napięciu lub przeciążeniu;
- czekanie, aż problem stanie się „wystarczająco poważny”.
Jedna z pułapek polega na tym, że człowiek stopniowo dostosowuje swoje życie do trudności. Rezygnuje z kolejnych rzeczy, unika pewnych sytuacji, gorzej śpi, ma mniej siły — ponieważ dzieje się to powoli, długo nie zauważa, jak wiele go to już kosztuje. Nie przypominam sobie, żebym w pracy z klientami usłyszała: „Jestem tu zdecydowanie za wcześnie”. Znacznie częściej słyszę: „Mogłam przyjść wcześniej”. Nie ma jednego właściwego momentu. Nie istnieje test, liczba punktów. Nie istnieje granica cierpienia. Nie ma dnia, w którym psychologiczny licznik przeskakuje z „jeszcze nie” na „już teraz.”
Kiedy warto iść do psychologa?
Być może od dawna budzisz się bardziej zmęczony niż wypoczęty. Coraz trudniej cieszą Cię rzeczy, które kiedyś były ważne. Masz wrażenie, że wszystko kosztuje więcej energii. Łatwiej się irytujesz. Coraz częściej myślisz:„Jeszcze tylko ten tydzień”, a potem kolejny i kolejny… Każdy z tych sygnałów z osobna może wydawać się niewielki. Jak mała kontrolka na desce rozdzielczej i nie chodzi o to: „Kiedy samochód stanie?” tylko: „Czy chcę zauważyć sygnał, zanim stanie?”
Być może ważniejszym pytaniem nie jest: „Czy mój problem jest wystarczająco duży?” Tylko: „Czy chcę, żeby moje życie wyglądało właśnie tak jeszcze przez kolejne miesiące?”
Jeśli zastanawiasz się, kiedy warto zgłosić się do psychologa, nie musisz czekać na kryzys, który uniemożliwi Ci normalne funkcjonowanie.
Rozmowa z psychologiem nie zobowiązuje.
Pierwsza konsultacja psychologiczna nie oznacza decyzji o rozpoczęciu długoterminowej terapii. Nie musisz od razu deklarować, co będzie dalej. W moim gabinecie masz przestrzeń, żeby po pierwszym spotkaniu zdecydować, czy chcesz rozpocząć tę drogę ze mną, potrzebujesz jeszcze czasu, czy być może wolisz poszukać innego specjalisty. Pierwsze spotkanie to po prostu rozmowa. Dla niektórych osób jedno spotkanie może być wystarczające, inni potrzebują dłuższej pracy. To Ty podejmujesz decyzję.
Kontrolka rezerwy nie zapala się po to, żeby nas przestraszyć. Zapala się po to, żebyśmy mogli jechać dalej. Z emocjami bywa podobnie. Dyskomfort, napięcie czy zmęczenie mogą być informacją, że coś w naszym życiu potrzebuje uwagi. Nie musimy czekać, aż zabraknie nam paliwa.
Na chwilę dla siebie…
Nie musisz odpowiadać od razu.
Gdyby Twoje zmęczenie, napięcie albo smutek były dziś małą kontrolką na desce rozdzielczej – na co próbowałyby zwrócić Twoją uwagę?
Najnowsze wpisy