Nie wydarzyło się nic szczególnego. Dlaczego więc jest mi tak trudno?

Czasami człowiek siada wieczorem na kanapie i myśli: ,,Przecież wszystko jest w porządku; mam pracę, rodzinę, jesteśmy zdrowi, nikt nie umarł. Nie wydarzyła się żadna tragedia, jest dobrze. Dlaczego więc mam wrażenie, że ledwo daję radę?”
Ledwo dajesz radę wstać rano, ogarnąć siebie, bliskich.
Przetrwać czas w pracy, popołudnie w domu i w ogóle od jakiegoś czasu ciężej iść przez codzienność.
Potem przychodzi kolejna myśl: ,,Ale przecież inni mają gorzej, ciężko chorują, ktoś może stracił pracę, przeżywa śmierć kogoś bliskiego, albo rozwód. Nie, nie mam prawa narzekać.” Czasami właśnie tak wygląda przeciążenie emocjonalne. Nie pojawia się z dnia na dzień. Częściej jest efektem przewlekłego stresu i wielu małych obciążeń, które przez długi czas nosimy w sobie.

Cierpienie nie działa jak ranking. Twoje doświadczenie nie przestanie boleć tylko dlatego, że ktoś przeżywa coś bardziej dramatycznego niż Ty dzisiaj. Ludzki umysł nie porównuje bólu w skali od 1 do 10. Każdy z nas niesie inny bagaż doświadczeń. To, co dla jednej osoby będzie chwilowym kryzysem, dla drugiej może być ostatnią kroplą. Nie dlatego, że jest się słabszym. Często dlatego, że przez długi czas niosło się więcej, niż było widać.
Umniejszanie swojemu cierpieniu rzadko przynosi ulgę, a częściej sprawia, że do kryzysu przez jaki przechodzimy dokładamy jeszcze poczucie winy i wstyd, że w obliczu innych cierpień pomyśleliśmy, o tym jak jest nam trudno. Kryzys psychiczny nie zawsze zaczyna się od jednego dramatycznego wydarzenia.

Inni mają gorzej – pewnie mają, jednak to nie oznacza, że Tobie nie jest trudno.
Jeśli zaczyna padać, otwierasz parasol, chronisz się przed deszczem. Nie zastanawiasz się czy komuś innemu przypadkiem nie pada mocniej.
Potrzebujemy wsparcia odpowiedniego do sytuacji, w jakiej właśnie się znajdujemy. To, że czyjś ból jest inny nie odbiera ważności Twojemu.
Ludzie często przychodzą na pierwszą konsultację psychologiczną dopiero wtedy, gdy mają poczucie, że „zasłużyli” na pomoc. Jakby istniała jakaś komisja oceniająca, czy ich problem jest wystarczająco poważny. Nie szukamy przecież odpowiedzi na pytanie: ,, Czy cierpię bardziej niż inni?” Ważniejsze jest ,, Czy chcę, żeby moje życie było choć odrobinę lżejsze niż jest dzisiaj?” Bardzo często od tego pytania może rozpocząć się zmiana w moim życiu.
Opowiem Ci historię: pewna kobieta od lat funkcjonowała „normalnie” albo „zwyczajnie” jakby ktoś powiedział. Chodziła do pracy, odbierała dzieci ze szkoły, robiła zakupy, zajmowała się domem, spotykała ze znajomymi, spędzała czas z mężem. Uśmiechała się. I któregoś dnia rozpłakała się bo zabrakło chleba. Nie przez chleb. Chleb to był tylko ostatni kamyczek.
Czym były te kamyczki? Nie wiem, może od miesięcy nie miała chwili tylko dla siebie.
Może od dawna była tą, która zawsze daje radę. Może od lat odkładała siebie na później. A może jej kamyczki wyglądały zupełnie inaczej.
Nasz organizm nie zawsze krzyczy. Czasem szepcze i odbiera radość z rzeczy, które kiedyś cieszyły. Potem coraz łatwiej o irytację. Wieczorem nie ma już siły na rozmowę, a rano coraz trudniej wstać z łóżka.
To nie musi oznaczać, że jesteś słaby, słaba. Być może od dawna byłaś osobą, która pomaga wszystkim dookoła tylko nikt nie zauważył, że Tobie też zaczyna brakować sił.
Może od bardzo dawna jesteś zbyt silny czy silna. Silni ludzie często proszą o pomoc najpóźniej. Najczęściej dlatego, że przez lata nauczyli się radzić sobie sami. Jeszcze dam radę, a potem jeszcze raz i jeszcze raz. Zgłaszają się po pomoc, kiedy dźwiganie wszystkiego kosztuje już zbyt wiele. Proszenie o pomoc to nie wstyd, nie odbierze Ci Twojej siły. Przeciwnie, może być dowodem większej dojrzałości. Przestajesz walczyć ze sobą i dajesz sobie prawo pomocy w niesieniu ciężaru razem z kimś innym.
Co zatem możesz zrobić żeby sobie pomóc? Spróbuj poszukiwać rozwiązań, które mogą być najlepsze dla Ciebie. Może warto zatrzymać się i zauważyć siebie, nazwać to, co się z Tobą dzieje, może porozmawiać z kimś bliskim. Może z psychologiem, albo innym specjalistą od sytuacji kryzysowych, a może warto zrobić jeszcze coś innego. Coś, na co masz dziś gotowość, otwartość i przekonanie – to jest właśnie MÓJ krok ku zmianie.

Nie zawsze potrzebujemy wielkiej katastrofy by zacząć cierpieć.
Czasem wystarczy bardzo długo udawać, że wszystko jest w porządku.

Na chwilę dla siebie…
Zanim zamkniesz ten artykuł, odpowiedz sobie na jedno pytanie:
,, Kiedy ostatni raz pozwoliłam, pozwoliłem sobie przyznać, że jest mi trudno zanim moje ciało zrobiło to za mnie?”

Dobrze, że jesteś.

Jeśli mieszkasz w Radomiu lub okolicach i zastanawiasz się, czy rozmowa z psychologiem byłaby dla Ciebie dobrym krokiem, pamiętaj, że pierwsza konsultacja nie zobowiązuje do rozpoczęcia terapii. Czasami wystarczy jedno spotkanie, żeby spojrzeć na swoją sytuację z innej perspektywy.

Aneta Kalbarczyk

Wiedza

Najnowsze wpisy

Wiedza

To nie jest egzamin z życia. Kilka słów o pierwszej wizycie u psychologa.

Czytaj więcej
Wiedza

Nie wydarzyło się nic szczególnego. Dlaczego więc jest mi tak trudno?

Czytaj więcej